Medycyna mocno alternatywna

March 31, 2009

Człowiek w swojej naiwności i głupocie czasem wydaje się nieograniczony. Idąc za osiemnastowieczną anegdotą na stu ludzi przypadało dwóch obdarzonych zdrowym rozsądkiem. I właśnie ta dwójka, kiedy zaczynały się u nich kłopoty ze zdrowiem, korzystała z pomocy wykształconego medyka. Reszta wolała korzystać z usług różnorakiej maści szarlatanów i uzdrowicieli. Ilu z nich przypłaciło swoją głupotę i naiwność życiem, dziś nie wie chyba nikt. Spójrzmy na sylwetki dwóch ludzi, którzy w pogoni za pieniądzem i sławą niejednokrotnie doprowadzili do śmierci swoich pacjentów.

Instytucja szarlatanów i uzdrowicieli ma swoje korzenie już w starożytności. W momencie kiedy Rzym przeżywał lata swojego rozkwitu, na terenie miast można było spotkać różnego rodzaju znachorów i cudotwórców. W swoich ofertach mieli oni usługi medyczne i lekarstwa skuteczne na wszelkie znane choroby. Nie brakowało także środków i eliksirów magicznych, takich jak eliksiry życia, młodości i miłości, mających zapewnić użytkownikom zdrowie, wieczną młodość, a także wzajemność w miłości.

W Średniowieczu uzdrowicieli można było spotkać na każdym jarmarku bądź targu. Żerowali oni na ciemnocie ludzkiej, która w obliczu choroby i braku fachowej wiedzy na tematy medyczne kazała wierzyć w cudowną moc serwowanych im medykamentów. Szarlatani zbijali fortuny podczas szerzących się różnego rodzaju epidemii chorób zakaźnych. Łatwowierni ludzie próbowali wszystkiego: od leków po najbardziej fantastyczne amulety, mające zatrzymać zarazę z daleka od nich i ich najbliższych.

W Anglii ludzi zajmujących się „leczeniem” nazywano z angielskiego quack. Określenie to wywodzi się prawdopodobnie od niemieckiego słowa quecksilber, oznaczającego rtęć, która była jednym z głównych składników tworzonych przez uzdrowicieli leków. Nie posiadali oni zazwyczaj żadnego wykształcenia medycznego.

Jednym z najsłynniejszych uzdrowicieli był John Long, który wiedzę o medycynie zawdzięczał temu, że kopiował szkice anatomiczne. Zasłynął głównie z leczenia gruźlicy, nazywanej ówcześnie suchotami. Nic dziwnego, że miał w tej dziedzinie sukcesy, ponieważ była to ulubiona dolegliwość hipochondryków XIX w. Często jednak jego cudowna maść powodowała silną reakcję alergiczną, co „medyk” sprytnie interpretował jako objawy, że choroba wydostaje się na powierzchnię. By ją całkowicie zwalczyć, należało jedynie zwalczyć infekcję skórną, to zaś już było niezwykle proste. Podrażnione miejsca okładano liśćmi kapusty. I jeśli pacjent nie był chory naprawdę lub był we wczesnym stadium gruźlicy, terapia przynosiła efekty. Karierę Longa zbudowała i zniszczyła śmierć pacjentów. Po pierwszej z nich mimo wyroku skazującego na 250 funtów szterlingów kary, do jego rezydencji bogacze pchali się przysłowiowymi drzwiami i oknami. Jednak śmierć kolejnej z pacjentek doprowadziła mimo wyroku uniewinniającego niemal do ruiny. Stan interesów nigdy nie wrócił do dawnej świetności. Ironią losu było, że John Long zmarł jako trzydziestoletni mężczyzna na suchoty, którymi zaraził się prawdopodobnie od swoich prawdziwie chorych pacjentów.

Innym ze słynnych uzdrowicieli był Joshua Ward. Mimo, że był oskarżany o liczne przypadki wyprawienia swoich pacjentów na lepszy ze światów, prowadził swoją praktykę dalej. Swój sukces opierał na wynalezionych przez siebie podczas pobytu we Francji kropelkach i pigułkach. Do licznych przypadków wyleczonych pacjentów Warda można doliczyć równie liczną listę spowodowanych przez jego specyfiki zgonów. Było to prawdopodobnie skutkiem tego, że kropelki i pigułki Warda zawierały sole antymonu. A te aplikowane wewnętrznie powodowały zaburzenia pracy wątroby i gwałtowne wypróżnienia. Większe dawki doprowadzały do stanu zapalnego okrężnicy i śmierci. Jeden z korespondentów Grub Street Jurnal dawał wyraźnie do zrozumienia w swoich tekstach, że Ward cieszy się większym szacunkiem przedsiębiorców pogrzebowych i wytwórców trumien niż uznaniem pacjentów. Było to spowodowane doskonałym opanowaniem „sztuki zabijania” jedną kroplą swojej mikstury, podczas gdy inni uzdrowiciele muszą zużyć swoich środków znacznie więcej. Jednak Ward miał swojego potężnego protektora, którym był nikt inny tylko król Anglii Jerzy II. Historia mówi, że Joshua sprawnie nastawił królowi zwichnięty kciuk, czym zjednał sobie monarchę. Jerzy II z wdzięczności posunął się dalej, ofiarował Wardowi apartament w Almonry Office w Whitehall, gdzie mógł udzielać „pomocy” ubogim na koszt władcy. Patronat władcy ustabilizował pozycję „medyka” na stałe. Zmarł jako zamożny człowiek zabierając tajemnicę swoich kropelek do grobu.

Przeglądając dzieje ludzkości natrafilibyśmy na pewno na ogromną liczbę ludzi podobnych do naszych bohaterów, którzy żerowali na ludziach potrzebujących. Co więcej, szybki rozwój medycyny wcale nie zmienił mentalności ludzkiej. Często ludzie mimo wyraźnych głosów autorytetów medycznych decydują się na różnego rodzaju podejrzane kuracje i terapie, które mają zapewnić wyzdrowienie z ciężkich chorób, na które medycyna nie zna jeszcze sposobu. Kogo lub co należy winić w przypadku fiaska takiej terapii? Szarlatanów czy może naszą naiwność?

Źródło:
G. Regan, Historyczne Błędy Skandale i Ciekawostki, Warszawa 2005.

Autor: Bartosz Pasela