Historyka kilka słów o historii

March 18, 2009

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację. Jakiś weekendowy wieczór. Wyjście ze znajomymi do pubu, spotykamy nowych ludzi. Rozmowy. Na przykład taka:
– Cześć, chyba się nie znamy, jestem Bartek.
– Miło mi, jestem Kasia*.
Dalej rozmowa przebiega standardowo aż do momentu takiego tekstu:
–A czym ty się Bartek właściwie zajmujesz?
– Pracuję i studiuję jednocześnie.
– A co studiujesz?
– Historię.
– O Boże!

Jakże często w różnego rodzaju rozmowach z ludźmi nowo poznanymi spotykałem się z takimi reakcjami, jak w przytoczonym wyżej dialogu. – Dlaczego tak reagujesz? – pytałem niezliczoną ilość razy. Najczęściej spotykałem się z odpowiedzią, że historia to najnudniejszy przedmiot, z jakim moi rozmówcy mieli do czynienia przez całą swoją edukację.

Przyjmowałem tego typu odpowiedzi jak brednie człowieka w gorączce. Do momentu, w którym stanąłem naprzeciw zadania przygotowania lekcji podczas praktyk nauczycielskich. Wtedy mój dogmat, że historia to jedna z najpiękniejszych dziedzin nauki zaczął się chwiać niczym kolos na glinianych nogach. Zacząłem rozumieć wszystkie wypowiedzi i komentarze moich rozmówców, gdy zdradzałem, czym się zajmuję na studiach.

Przerażenie zaczęło narastać w momencie, w którym sięgnąłem do podręczników, z których uczniowie się przygotowują. Praktycznie żadnych ciekawostek. Same fakty serwowane niemal na surowo, jeden po drugim. Na końcu jakieś ćwiczenia, których wykonanie sprowadza się do przeczytania dokładnie odpowiedniego tematu i zacytowania odpowiedniego zdania bądź akapitu. Skąd dzieci mają brać zamiłowanie do historii, skoro ich lekcja wygląda jak wyścig?

Dlaczego tak jest? Odpowiedź jest prosta. Tematy lekcji są skonstruowane pod program, który jest tak napięty, że każda lekcja, która z różnych przyczyn przepada, jest nie do odrobienia. Zresztą podziwiać należy nauczyciela, który poradzi sobie z tematem, który w podręczniku zawiera się w tytule Polskie powstania narodowe w XIX w. Znaczy on ni mniej ni więcej, że podczas jednej jednostki lekcyjnej należy przedstawić uczniom zagadnienia: sytuacja przed Powstaniem Listopadowym, Powstanie Listopadowe, Wielka Emigracja, sytuacja po powstaniu, Powstanie Krakowskie, sytuacja przed wybuchem Powstania Styczniowego, Powstanie Styczniowe i sytuacja po powstaniu. Wszystkie wyżej wymienione zagadnienia okroiłem maksymalnie. Konia z rzędem temu, kto przeprowadzi taką lekcję i uczniowie coś z tego zrozumieją. Każdy przytomny nauczyciel podzieli sobie temat lekcji. To jednak pociąga za sobą straty w czasie. Kto na tym traci? Oczywiście uczniowie.

Jak wygląda nauczanie historii w szkołach? To proste – podstawówkę zaczynamy od antyku, przez trzy lata biegnie sobie program. Gimnazjum zaczynamy od antyku i kończymy gdzieś może na II wojnie światowej. Liceum zaczynamy od antyku i kończymy gdzieś przy bardzo korzystnych układach na dwudziestoleciu międzywojennym. Z tego wynika, że nasza młodzież nie zna w ogóle historii współczesnej, o którą niemal się otarła w swoim życiu, zna za to doskonale warunki naturalne starożytnej Grecji.

Mógłbym się rozpisywać o niedorzecznościach programu bardzo długo. Nie jestem specjalistą od dydaktyki historii i nie mam możliwości ingerencji w program nauczania. Staram się jedynie dojść do odpowiedzi na pytanie, czy historia w szkole musi być nudna. Zdecydowanie nie musi! Trzeba by tylko w pewien sposób zainteresować uczniów. Może jakieś ciekawe lekcje z odtwarzania dziejów rodziny, czyli prosta genealogia zamiast litanii faktów jeden po drugim. Odszukiwanie ciekawych miejsc w swoim mieście. Możliwości interesującego zapoznawania ucznia z historią jest bardzo wiele. Zmiana programu nauczania wyszłaby wszystkim na zdrowie.

Każdy medal ma jednak dwie strony. Nie można wszystkiego zwalić na program nauczania. Moje doświadczenia mówią także, że dużo winy leży po stronie uczniów. Szanuję wszystkich uczniów, których zainteresowania nie sięgają historii, każdy ma do tego prawo. Nie szanuję jednak ignorantów, którzy twierdzą, że historia nie jest im do szczęścia potrzebna. Mają rację, o ile będą się wiecznie poruszać w granicach swojej ulubionej dyscypliny. Co się jednak stanie, gdy kiedyś jako dorośli ludzie staną oko w oko ze skarbami swojego życia – dziećmi? I nie będą potrafili wytłumaczyć czy przybliżyć jakiegoś elementarnego fragmentu historii. Wyrosną już nam wtedy dwa pokolenia upośledzonych obywateli. Co się stanie, gdy ktoś spotka się kiedyś w szerszym gronie i w trakcie dyskusji palnie jakąś bzdurę dotyczącą oczywistego zagadnienia historycznego? Jakim wreszcie obywatelem jest człowiek, który – raz – nie zna historii własnego kraju, a dwa nie uważa, że jest mu ona do czegokolwiek potrzebna? Odpowiedzi na te pytania pozostawię osobistym rozważaniom.

Podsumowując. Zdaję sobie sprawę, że niektóre rzeczy, o których piszę mogą wydawać się kontrowersyjne, zwłaszcza jeśli chodzi o drugą część moich rozważań. Jednak są to sprawy, które nurtują mnie nie od dzisiaj i życzyłbym sobie, żeby rozgorzała na ten temat dyskusja. Wiem, że niektórym historia kojarzy się tylko z natłokiem faktów i dat, jednak trzeba pójść o krok dalej, aby zanurzyć się w świat niesamowitych zdarzeń i tajemnic, których odkrywanie może dawać niemałą satysfakcję.

Przypis:
* Imiona używane w tekście są przypadkowe i zmyślone. Autor przeżył mnóstwo takich sytuacji jak opisywane i nie pamięta imion wszystkich rozmówców wyrażających się w ten sposób.

Autor: Bartosz Pasela