Historyk wśród kart kalendarza

March 18, 2009

Mamy schyłek roku 2007, w momencie kiedy piszę te słowa jest miesiąc listopad. Lecz gdybym napisał, że mamy rok 5768 lub 2761, to kto domyśliłby się o co właściwie chodzi… Czy może piszę jakąś powieść SF? Sprawa upływu czasu w historii jest niezwykle ważna, cóż nam z wiedzy, że miało miejsce jakieś wydarzenie, jeśli nie możemy umiejscowić go w czasie i tym samym w procesie historycznym. Wydaje się, że upływ czasu jest zjawiskiem oczywistym, mamy kalendarz i zegarki. Jednak nie wszystko, co wydaje się nam oczywiste teraz, było oczywiste wieki temu.

Biorąc pod uwagę zmiany, jakie zachodziły w sposobach liczenia czasu w procesie dziejowym i różne rodzaje datacji, każdy historyk musi poznać zasady, na jakich opierają się różne kalendarze i poznać sposoby przeliczania dat na obowiązujący nas kalendarz gregoriański. Prosty przykład: jeśli pisząc książkę o średniowiecznej Rusi posługuję się źródłem zwanym latopisem Nestora, to czytelnik dowie się ode mnie, że w 6489 roku książę Włodzimierz wyprawił się na Grody Czerwieńskie. Czytelnikowi nic z takiej informacji nie przyjdzie. Jednak kiedy poznam zasady mierzenia czasu na Rusi, to dopiero wtedy czytelnik dowie się, że wymieniana wyprawa Włodzimierza miała miejsce w 981 roku.

Za każdym razem w przypadkach takich jakie wymieniłem wyżej z pomocą idzie historykowi nauka zwana chronologią historyczną. Bada ona historyczne podziały czasu, dokonywane przede wszystkim na podstawie ruchów ciał niebieskich i sprowadza je do stosowanych dzisiaj podziałów. Czyni się to najczęściej za pomocą specjalnych tablic, z których po odczytaniu otrzymujemy datę kalendarza gregoriańskiego.

Teraz może kilka słów o zmianach, jakie zachodziły w procesie mierzenia czasu na przestrzeni wieków. Najwszcześniejszą metodą pomiaru czasu była obserwacja pór roku i zmian zachodzących w trakcie życia przyrody. Było to ściśle powiązane ze związkiem czasu z uprawą roli przez człowieka. Następnie na podstawie obserwacji astronomicznych zaczęto kształtować kalendarz przy pomocy powstających abstrakcyjnych pojęć pomiaru czasu. Jednak, co ciekawe, pierwotny pomiar za pomocą pór roku obecny jest w naszym życiu do dziś.

Większość ludów starożytności – Babilończycy, Żydzi, Rzymianie, Arabowie i ludy muzułmańskie – stosowało tzw. system roku księżycowego. Oparty był on na fazach księżyca. Egipcjanie zastosowali inne rozwiązanie, ich kalendarz opierał się na ruchu słońca wokół ziemi (oczywiście ruchu pozornego). Ponadto był kontrolowany poprzez obserwację ruchu gwiazdy Syriusz. Owa kontrola pozawalała regulować niedoskonałości wynikające z obserwacji astronomicznych. W Egipcie Ptolemeuszy został zastosowany system roku księżycowo – słonecznego; podstawy tego systemu nakreśliła nauka grecka.

Rok 46 p.n.e. przyniósł reformę Juliusza Cezara i wprowadzenie przez niego kalendarza, zwanego juliańskim. Juliusz Cezar jako najwyższy kapłan opracował go z pomocą astronoma z Aleksandrii Sozygenesa. Przyjmował on rok słoneczny zwrotnikowy, który liczył 365,5 dnia. Ustalono także czteroletnie cykle, w których trzy lata liczą po 365 dni, a jeden przestępny 366. Różnica między rokiem kalendarza juliańskiego a rokiem zwrotnikowym wynosiła 11 minut. W ciągu 128 lat taka różnica rosła do jednego dnia. Kalendarz juliański biorąc pod uwagę ówczesne osiągnięcia astronomii był bardzo dużym osiągnięciem. Problemy rozpoczęły się dopiero po przyjęciu tego kalendarza przez kręgi kultury chrześcijańskiej. Określanie świąt kościelnych w ciągu roku uzależniony jest od niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego, która powinna przypadać możliwie najbliżej wiosennej równonocy. Tymczasem co 128 lat wydarzenie to cofało się o 1 dzień. Nad rozwiązaniem tego problemu pracowano od początków XV wieku. Dopiero jednak włączenie do prac nad reformą kalendarza profesora z Perugii Luigiego Lilio i jego brata doprowadziło do pomyślnych wyników. Ich ustalenia stanowiły punkt wyjścia do opracowania nowego kalendarza nazwanego gregoriańskim.

Nazwa kalendarza pochodzi od imienia papieża Grzegorza XIII, który w swojej bulli Inter gravissimas z roku 1582 ogłosił nowy system, który oparł się na zasadach kalendarza juliańskiego z dwiema zasadniczymi zmianami. Pierwsza z nich to zarządzenie, że w roku 1582 po dniu 4 października nastąpi od razu 15 października. Wynikało to z różnicy 10 dni, które zniknęły na sutek tej 11 minutowej różnicy, o której pisałem. Druga zmiana dotyczyła lat przestępnych, a dokładniej opuszczania co 400 lat 3 dni przestępnych. Dzięki temu rok zwrotnikowy różni się od gregoriańskiego tylko o 26 sekund, co daje 1 dzień dopiero po upływie 3400 lat.

Mimo wysokiej użyteczności i prostoty kalendarz gregoriański nie został wprowadzony równocześnie. Zarzucano mu ścisłe powiązanie z potrzebami Kościoła. W Polsce kalendarz został wprowadzony edyktem Stefana Batorego. Zgodnie z nim, reforma miała funkcjonować bez względu na wyznanie. Z powodu licznych protestów ze strony Kościoła prawosławnego w 1584 roku zezwolono na zachowanie kalendarza juliańskiego w instytucjach tego Kościoła. Należy pamiętać, że nie wszystkie państwa równocześnie wprowadziły kalendarz gregoriański, najpóźniej do zmiany przystąpiły Grecja - 9 marca 1924 roku, Turcja w 1925 i Egipt - 1928. Jednak nadal głównie z racji religijnych, ale także narodowych w krajach arabskich, jak również w Nepalu, Indiach, Cejlonie, Etiopii, Izraelu, Turcji, Afganistanie i Iranie stosuje się równocześnie dwa lub trzy kalendarze niegregoriańskie.

Wędrówka pośród kalendarzy może być podróżą pasjonującą i wciągającą. Poznaliśmy tylko dwa kalendarze, musimy jednak pamiętać, że obok nich funkcjonuje lub funkcjonowało kilka innych, nie mniej interesujących w swoich dziejach. Wśród nich można wymienić kalendarz muzułmański (datuje wydarzenia od momentu ucieczki Mahometa z Mekki) i kalendarz rewolucyjny francuski, który miał w swoich nazwach oderwać się od tradycji katolickiej, mimo że bazował na kalendarzu juliańskim i gregoriańskim. Ale to opowieści na inną okazję.

Autor: Bartosz Pasela